czwartek, 27 lutego 2014

6.Don't dull the sparkle in your eyes I know that we were made to break, so what? I don't mind.



„Nie ma zbyt wiele cza­su, by być szczęśli­wym. Dni prze­mijają szyb­ko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpi­suje­my marze­nia, 
a ja­kaś niewidzial­na ręka nam je przek­reśla. Nie ma­my wte­dy żad­ne­go wy­boru. Jeżeli nie jes­teśmy szczęśli­wi dziś, jak pot­ra­fimy być ni­mi jutro?”
NADIA

            Wraz z Alistairem przebywaliśmy na dachu jednego z najwyższych wieżowców w Londynie. Widok kompletnie zapierał dech w piersiach, a ja zastanawiałam się dlaczego nigdy wcześniej nie przyszedł mi do głowy tego typu pomysł. Dzisiejszego wieczora, mężczyzna miał zamiar nauczyć mnie paru sztuczek, które zdecydowanie trochę uproszczą mi moje „śmiertelne życie”. Co prawda miałam świadomość, że nie wyjdę stąd z umiejętnościami godnymi normalnego człowieka, ale przypuszczałam, że nie będę aż taką łajzą jak dotychczas.
- Londyn z góry wygląda przepięknie – rozmarzyłam się na chwilę, spoglądając na jasne światełka, wyróżniające się pośród ciemnego krajobrazu.
- To chyba najpiękniejsze miasto ze wszystkich, które zwiedziłem.
- A ile ich zwiedziłeś? – popatrzyłam na niego z zainteresowaniem, mrużąc oczy.
- No cóż… - uśmiechnął się szeroko. – Na pewno wszystkie stolice każdego państwa na tym świecie, a poza tym wiele innych.
- Czyli znasz świat prawie tak samo dokładnie jak sam Bóg! – szatyn roześmiał się na moje słowa.
- Można tak powiedzieć.
- Dobrze. Więc czego chcesz mnie nauczyć? Umieram z ciekawości – westchnęłam, a po chwili zdałam sobie sprawę z moich słów, na co zachichotałam. – Dobrze, może nie do końca umieram.
- Na początku kilka małych sztuczek – odparł, po czym sięgnął dłonią do kieszeni. – To jest kapsel.
- Naprawdę? Kto by się spodziewał? – przyłożyłam dłoń do ust w efekcie szoku, co kompletnie nas rozbawiło.
- Podaj mi dłoń – zrobiłam jak kazał, a po chwili sam podał mi kapsel.
- Nie czuję, żebym miała cokolwiek na dłoni.
- Teraz go podrzuć – kapsel uniósł się w górę, a po chwili spadł na ziemię.
- Świetnie – odparł usatysfakcjonowany, choć w prawdzie nie stało się jeszcze nic szczególnego.
- Podrzuciłam kapsel, i co z tego?
- To, że choć jesteś niewidoczna, twoja siła zadziałała na to, że jednak się uniósł w górę – w zasadzie to co mówił było całkowicie sensowne, więc pokiwałam z utwierdzeniem głową.
- Teraz go podnieś.
- Nie podniosę go! Nie mogę niczego dotykać, zapomniałeś? – popatrzyłam na niego jak na kretyna, na co wywrócił oczami.
- Po prostu zrób co ci mówię, i skup się proszę – westchnęłam i schyliłam się po kapsel.
- Nadal sądzę, że to najgłupszy pomysł świata – odparłam, chwytając krążek, po chwili się prostując. Zrezygnowana spojrzałam na szatyna, którego twarz zdobił ogromny uśmiech, a ja rozumiejąc jego aluzję, popatrzyłam na swoją dłoń, na której widniał wcześniejszy kapsel. Kąciki moich ust mimowolnie podniosły się w górę i aż pisnęłam z wrażenia.
- Udało się, udało! – rzuciłam mu się na szyję, podskakując jak szalona.
- Oczywiście, że się udało. I uda się jeszcze wiele rzeczy. Musisz tylko w to uwierzyć.
            Po około dwóch godzinach, Alistair nauczył mnie kolejnych paru zadowalających metod, a ja z każdą kolejną udaną próbą byłam podekscytowana i jeszcze bardziej szczęśliwa. Między innymi potrafiłam już wziąć do ręki małe przedmioty, zdmuchnąć ogień oraz kopnąć kamyk, co chyba jednak było najtrudniejsze z tych wszystkich aspektów, ale z niemałą trudnością w końcu podołałam.
- Jesteś najlepszym nauczycielem wszech-czasów.
- Tak mi mówią – odparł usatysfakcjonowany, na co się zaśmiałam. - Dobrze. Na koniec zostawiłem coś, co chyba najbardziej ci się spodoba i podejrzewam, że będziesz mnie wielbić za to do końca świata – spojrzałam na niego niecierpliwa, ekscytując się niewiarygodnie.
- Nauczysz mnie dotykać ludzi?
- Nie – pokiwał przecząco głową, na co posmutniałam. – Ale będzie to coś równie fajnego, a nawet zabawnego.
- Słucham uważnie.
- Czy chciałabyś wyskoczyć z tych ciuszków? – popatrzył na mnie zadziornie, na co obdarowałam go podejrzanym wzrokiem.
- Wyskoczyć z ciuszków?
- No tak – uśmiechnął się, lecz po chwili wyraz twarzy stał się o wiele bardziej zmieszany. – To znaczy nie! To nie to co myślisz – bronił się rękoma. – Chodziło mi o to, czy chciałabyś zmienić swój strój na jakiś inny. - spojrzałam w dół i ujrzałam tą samą kremową koszulkę, jasne obcisłe jeansy oraz czarne botki, które miałam na sobie w ostatni dzień swoje życia, i w których również pokazywałam się za czasów mojej śmierci. W końcu jak mogłam się przebrać, skoro niczego nie dotykałam?
- To byłaby najlepsza rzecz, która mi się do tej pory przytrafiła.
- Cudownie – klasnął w dłonie. – W takim razie zamknij oczy – moje powieki swobodnie opadły. – A teraz mocno skup się na jakimś zestawie ubrań. Cokolwiek chcesz. Nie obrażę się, jeśli będzie to kusząca bielizna – odparł, na co zachichotałam. Wyobraziłam sobie sukienkę. Piękną kreacje w odcieniu brzoskwini, która sięgała do kolan, a wyrazisty tiul jeszcze bardziej dodawał jej uroku. Góra była ozdobiona srebrnymi kamykami, a całokształt wyglądał jak z bajki. Do tego pasujące kremowe sandałki na obcasie oraz idealnie współgrająca biżuteria. Uśmiechnięta otwarłam oczy, gdy na obnażonych ramionach nie czułam już materiału poprzedniej bluzki, a na nogach nie opinały się obcisłe jeansy. Spojrzałam na zdumioną minę Alistaira, i ze swobodą mogłam powiedzieć, że chyba zrobiłam na nim wrażenie.
- Cudownie jak na sam początek. Ale wybierasz się na bal maturalny? – zaśmiałam się, podziwiając moją kreacje.
- Chętnie bym go powtórzyła – westchnęłam. – Moja wyobraźnia potrafi działać cuda, prawda?
- Tak. Muszę ci przyznać stuprocentową rację – spojrzał na mnie zadowolony, gdy kręciłam się wokół własnej osi, spoglądając na podnoszący się przy tym materiał sukienki. Naprawdę czułam się jak w bajce. – Podoba ci się?
- Czy podoba? To jakaś nieprawdopodobna magia.
- Świat sam w sobie jest prawdziwą magią, trzeba to tylko dostrzec – nagle, nie widzieć czemu, poczułam dziwne wibracje w całym organizmie, zupełnie tak, jakbym nie mogła ruszyć żadną kończyną ciała. Spojrzałam zdezorientowana na Alistair’a.
- Co się ze mną dzieje?
- Znikasz, Nadio…

HARRY

            Przyznam, że w zasadzie nie pamiętam kiedy byłem w naprawdę dobrym klubie. Wprawdzie nie mam pojęcia, kiedy w ogóle byłem w jakimkolwiek klubie… Ostatnio działo się tak dużo, że absolutnie nie miałem czasu na tego typu rozrywki, dlatego nie dziwiłem się chłopakom, że postanowili choć trochę odetchnąć. Każdy z nas potrzebował rozluźnienia, a zabawa w Funky Buddha wydawała się najlepszą tego okazją. To miejsce pokazał nam wszystkim Liam, i od tej właśnie pory stało się naszym ulubionym w całym Londynie. Nie wpuszczali do niego miejskiej masówy, lecz raczej ludzi z klasą przez co czuliśmy się naprawdę dobrze. Osoby naszego rodzaju, oczywiście na wstępie dostawali darmowe drinki oraz specjalną lożę, by zachęcić nas do kolejnego przyjścia, czemu się nie dziwie, bo w końcu gdziekolwiek się pokazywaliśmy, zostawialiśmy po sobie pewnego rodzaju reklamę, czego efektem była ogromna korzyść właścicieli. Otaczały nas dziesiątki pięknych dziewczyn, choć żadna z nich nie zwróciła mojej uwagi na tyle, abym z łatwością zawiesił na niej oko przez dłuższy czas. Nie miały w sobie tego czegoś, co moja przyszła dziewczyna musiała mieć. Gdyby Nadia się o tym dowiedziała, zapewne skarciłaby mnie tak piorunującym wzrokiem, iż sam bym się zawstydził. Współczułem jej, że to akurat na mnie musiała trafić, bo w sprawach miłosnych, niestety byłem nie do pokonania.
- Czas się zabawić! – Zayn potarł swoje dłonie, uśmiechając się szeroko, patrząc z górnego balkonu na wszystkie ocierające się o siebie ciała oraz seksowne ruchy samotnych dziewczyn, które tylko czyhały, aby dorwać dla siebie jakiś znakomity cel.
- Jesteś niewyżyty seksualnie, albo coś w tym rodzaju? – zachichotałem, zwracając jego uwagę.
- Stary… - objął mnie ramieniem. – Nawet nie wiesz jak bardzo.
- To co? Następna kolejka? – krzyknął Liam, bowiem usłyszeć cokolwiek w tym szumie nie było zbyt proste. Pozostali skinęli głową, a już po chwili w gardłach czuliśmy piekący posmak tequili. Po chwili dołączyła do nas Eleanor wraz z Sue, które nie czekając dłużej również dołączyły się do alkoholowego upojenia.
- Chodźmy na parkiet! Chcę się wytańczyć za wszystkie czasu! – zaśmiała się blondynka, ubrana w niewiarygodnie obcisły kombinezon, który podkreślał jej smukłą sylwetkę. Zapewne niejeden mężczyzna cholernie ślinił się na jej widok, dlatego postanowiłem chronić dziewczynę, aby nie dostała się w żadne niepowołane ręce.
- W takim razie zapraszam – uśmiechnąłem się szeroko, podając jej dłoń, by po chwili poruszać się w rytm piosenki na obszernym parkiecie.
- Dobrze się czujesz? – odparła tuż przy moim uchu, na co spojrzałem na nią zdezorientowany.
- A dlaczego miałabym się czuć źle?
- Ostatnio byłeś po prostu jakiś zachwiany. Chciałam się upewnić, że wszystko z tobą w porządku.
- Tak, Sue. Jestem w bardzo dobrej formie, nie wiem dlaczego wszyscy się tak bardzo o mnie martwicie.
- Po prostu jesteś dla mnie jak młodszy braciszek. Jak mogłabym się o ciebie nie martwić?
- Za dużo myślisz o mnie, a za mało o sobie – skinąłem głową, na co wywróciła oczami.
- Mnie nie jest już potrzebne nic więcej do szczęścia – odparła, na co prychnąłem. Jak bardzo można się w owej kwestii mylić, nawet o tym nie wiedząc.
- Chciałbym móc powiedzieć to samo… - westchnąłem, a w mojej głowie mimowolnie pojawił się obraz przepięknej, szczupłej blondynki o nieskazitelnie ciemnych tęczówkach i cudownym uśmiechu, który uzależniał od siebie jak nic innego w świecie. Gdyby tylko wiedziała…

NADIA

            Cały przebieg znikania nie trwał długo. W prawdzie dzieliły mnie od niego sekundy. W końcu znalazłam się w ogromnym pomieszczeniu, gdzie dudniła przerażająco głośna muzyka. Wokół mnie kręciło się masę ludzi, a alkohol lał się strumieniami. Rozglądnęłam się dookoła, bowiem nie miałam pojęcia co robię w owym klubie. Nagle na środku parkietu z trudnością dostrzegłam lokowatą czuprynę i tą nieskazitelnie piękną twarz, przez co w niewiarygodnie szybkim tempie uzyskałam odpowiedź samą w sobie.
Miał na sobie czarne jeansy, tego samego koloru marynarkę, która opinała jego umięśnione ramiona, a spod niej wystawała kontrastowa koszula w różnorodne wzorki. Niewątpliwie prezentował się jak zwykle nienagannie, chociaż wcześniej nie miałam okazji zobaczyć go w takowej odsłonie. Teraz wiedziałam, iż Harry Styles nie posiada tylko idealnej urody, wspaniałego poczucia humoru i niewiarygodnego ciepła, które płynie z jego duszy, ale również ekstrawagancki gust, który pasował do niego perfekcyjnie. Po chwili dojrzałam również średniego wzrostu blondynkę, która śmigała wokół niego na parkiecie. Przypatrując się jej bardziej, zorientowałam się, że była tą samą dziewczyną, którą widziałam w ich domu już pierwszego dnia. Uśmiechnęłam się do siebie w duchu, a do głowy wpadł mi pewien pomysł. Skoro byłam w klubie, należało jednak zmienić tę balową kreację i zdecydowanie nałożyć na siebie coś bardziej tematycznego. Z racji tego, iż miałam w tym minimalne doświadczenie, postanowiłam spróbować. Rozejrzałam się wokół czy nikt nie patrzy, choć i tak było to zbędne, bo jedyną osobą, która mogła zorientować się o mojej obecności był Harry, ale on w tym momencie był zajęty zupełnie czymś innym, dlatego nie miałam szczególnych obaw. Zamknęłam oczy i dokładnie tak jak mówił Alistair, skupiłam się na wyobrażeniu sobie cudownej kreacji, w której za parę sekund miałam się prezentować. Otwarłam mozolnie oczy, a na moim ciele widniała
połyskująca obcisła spódnica przed kolano, krótka bluzeczka, odsłaniająca ramiona i brzuch oraz ciemne szpilki. Na dodatek moje włosy nie były już w odcieniu jasnego blond, lecz czekoladowego brązu, który o dziwo wspaniale wkomponował się w całą kreacje. Po raz kolejny pisnęłam z zachwytu, i w tym momencie cieszyłam się, iż jestem niewidoczna, bo zapewne nie jeden pomyślałby o mnie jak o skończonej wariatce, choć z drugiej strony byłam jednak trochę zrezygnowana, bowiem zapewne zrobiłabym niemałe show, pokazując się w owej postaci. Nagle zobaczyłam, iż lokowaty mówi coś na ucho blondynce, a po chwili idzie w stronę baru, przy którym aktualnie stałam. Odwróciłam się, by nie mógł mnie dostrzec, a po chwili już stał po mojej prawe stronie, konwersując przy tym z barmanem. Przybliżyłam się i cicho westchnęłam.

- Imprezowa noc, co? – chłopak momentalnie obrócił twarz, a jego oczy były wielkości pięciofuntowej monety.
- Nadia?
- We własnej osobie – odparłam usatysfakcjonowana.
- Ale jak?
- Oh, uwierz. Z nas dwoje to ja jestem bardziej zaskoczona moim pojawieniem się w tym miejscu.
- Co z twoimi włosami?
- No cóż. Troszkę je.. Zmodyfikowałam.
- A strój? Jak to możliwe, że ubrałaś się w… to? – zlustrował całą moją sylwetkę, a po wyrazie jego twarzy definitywnie mogłam stwierdzić, iż był pod dużym wrażeniem.
- No cóż… Nauczyłam się paru sztuczek – puściłam do niego oczko, na co uśmiechnął się szeroko.
- Wyglądasz naprawdę niesamowicie pięknie.
- Dziękuje – odparłam dumna i wciąż niewiarygodnie podekscytowana. – Widzę, że nie próżnowałeś w podrywie? – spojrzał na mnie zdezorientowany. – Mówię o tej blondynce. Ma na imię Sue, prawda?
- Skąd to wiesz?
- Była z nami, gdy zobaczyłeś mnie po raz pierwszy. Uznałeś mnie za jej przyjaciółkę, pamiętasz?
- Ah, tak. Sue jest dobrą przyjaciółką. W prawdzie traktuje ją jak drugą siostrę – oboje spojrzeliśmy w stronę parkietu, gdzie śliczna blondynka kołysała się w ramionach przypadkowego bruneta.
- I nigdy nie poczułeś do niej nic więcej oprócz przyjaźni?
- W prawdzie kiedyś się w niej kochałem – odparł, gdy popatrzyłam na niego z wrażenia. – Miałem wtedy dziesięć lat – sprostował, przy czym lekko się zawiodłam. W końcu gdyby był zakochany w swojej przyjaciółce, a ona w nim, sprawa rozwiązałaby się sama i każdy z nas byłby szczęśliwy.
- Znamy się od maleńkiego. Zawsze chciałem ją chronić i nie dopuszczać do złego, ale to wszystko. To zupełnie tak, jakbym miał zakochać się w Gemmie. Niemożliwe.
- Ale dlaczego? W końcu niczego jej nie brakuje. Jest piękna, ma wspaniałą figurę, blond włosy – spojrzałam na niego wymownie, podkreślając ostatnie słowa. – No i świetnie się dogadujecie. Czy to nie jest najważniejsze?
- To wszystko jest jak najbardziej ważne, ale zapomniałaś wspomnieć o tym, czego między nami nie ma… - spoglądnęłam w jego oczy, które w ciemnym świetle miały odcień żarzącej zieleni. – Namiętności.
- Dlaczego się tu pojawiłam, Harry? Dlaczego o mnie pomyślałeś? – chłopak patrzył na mnie przez dłuższy czas, nie wiedząc zbytnio co powiedzieć.
- Nie wiem – westchnął. – Widocznie nie możesz wyjść z mojej głowy… - na jego słowa mimowolnie zmarszczyłam brwi, zastanawiając się nad ich sensem. Nie miałam pojęcia co mogło to wszystko znaczyć i sama nie wiedziałam czy rzeczywiście chcę poznać prawdę, dlatego szybko zmieniłam temat.
- Dobrze. W takim razie czas poszukać kogoś, w kim znajdziesz tę namiętność. Jest tu mnóstwo pięknych dziewczyn, możesz swobodnie wybierać – rozejrzałam się po tłumie, w potwierdzeniu moich słów. Widziałam w jego oczach pewien zawód, choć nie miałam pojęcia czym jest on spowodowany. Czyżbym powiedziała coś niewskazanego?
- Tak. Masz rację… Tak powinienem zrobić – odchrząknął i spoglądał na kolejne dziewczyny.
- W takim razie do dzieła.

***

WITAJCIE KOCHANI!
Jak widzicie sprawy się lekko komplikują, bo wydaje mi się, że każdy już minimalnie zauważył, iż Nadia nie jest zupełnie obojętna naszemu Harry’mu, ale co tak naprawdę czuje nasza bohaterka? Liczę na wasze opinie, i bardzo proszę, aby każdy kto przeczytał wyraził swoje zdanie, bo widzę, że wejść jest naprawdę dużo, a także rośnie liczba obserwatorów, a niestety nie jest to widoczne w komentarzach.
Przy okazji zapraszam na OSTATNI już rozdział na http://loveispleasure.blogspot.com

KOCHAM!